· 

Leniwce na “wyspie czarów”

Napisała Miška

 

Może pamiętasz naszą wędrówkę wzdłuż portugalskiego wybrzeża w okolicach Peniche? Niezwykle kuszące wydawały nam się wtedy wyspy, leżące gdzieś tam, na horyzoncie. Postanowiliśmy dowiedzieć się o nich więcej. Nazywają się Berlengas i stały się naszym obowiązkowym numerem jeden na liście do odwiedzenia. Mój kochany leniwiec mówił o nich pełen ekscytacji a ja byłam sceptyczna aż do momentu wejścia na pokład łodzi, która nas na nie zabrała. Oto kilka słów na temat naszej małej ekspedycji.

 

Wyprawa na Berlengas

 

Nasza podróż rozpoczęła się o 8 rano pewnego wrześniowego poranka. Mój nastrój był średni. Nie dość, że musiałam wcześnie wstać i dojść piechotą do Peniche z naszego domu w Consolação (być może pamiętasz, że nie mieliśmy tam samochodu) to jeszcze na dodatek aura była taka sobie. Zmęczona i wciąż trochę śpiąca obserwowałam zachmurzone niebo i zaczynałam być podirytowana, że w ogóle zgodziłam się na wyprawę tego właśnie dnia. Co więcej, dotarliśmy do portu w ostatniej chwili. Na szczęście nie byliśmy ostatnimi pasażerami.

 

Berlengas to grupa wysp położona 14 km od wybrzeża. My wybraliśmy największą z nich – Berlenga Grande – i możliwość jej zwiedzenia... na piechotę, ale są i inne opcje takie jak: opłynięcie archipelagu, nurkowanie czy też zwiedzanie jaskiń. Można również wybrać środek transportu: zwykłą lub szybką łódź. Leniwce postawiły na szybkość.

 

Łódź motorowa z adrenaliną

 

Jeśli nie jesteś cykorem (i nie cierpisz na chorobę morską), zdecydowanie musisz wybrać szybką łódź motorową. Ta wersja podróży jest daleka od nudy. Byłam bardzo podekscytowana wyborem i nie mogłam przestać się uśmiechać przez cały czas trwania podróży! Moje wewnętrzne dziecko obudziło się w znakomitym nastroju. Podniecenie trwało dopóki jeden z sąsiadów nie zaczął wyglądać tak, jakby miał zaraz na mnie zwymiotować, co na szczęście nie nastąpiło.

 

Kiedy zbliżaliśmy się do Berlenga Grande, pogoda zaczęła zmieniać się na naszą korzyść. Mój humor, polepszony już dzięki świetnej przejażdżce, zaczął osiągać naprawdę wysoki poziom. Zaczęłam odczuwać tę eksploracyjną gorączkę, którą Łukasz próbował mnie zarazić.

 

Raj na środku oceanu

 

Wyspa oczarowała mnie swoją atmosferą. Na ziemi w środku oceanu znalazłam kawałek raju. Tamtejsza natura niesamowicie mnie zafascynowała. Byłam zdumiona nieskończonym oceanem na zachodzie, jego zmieniającymi się barwami i energią, kontrastującą ze spokojem licznych zatok otoczonych klifami. Pokochałam dzikie fale, niestrudzenie uderzające w starożytne skały. Było coś relaksującego w ich słuchaniu, czułam się zahipnotyzowana, prosiły mnie, aby zostać z nimi na zawsze. Unikalna mieszanka kolorów nie ograniczała się do Atlantyku. Suche, brązowe wnętrze wyspy przechodziło w pomarańczowe klify. Łatwo zrozumieć, nawet bez nurkowania, dlaczego Berlangas są rezerwatem natury uznanym przez UNESCO.

 

Wędrówka po wyspie

 

Pokonanie całej wyspy zajęło nam pięć godzin. Nie czułam mijającego czasu. Chciałam zobaczyć wszystko, sprawdzić, co kryje się za każdą skałą, wiedzieć, co ma do zaoferowania Berlenga Grande. W towarzystwie setek mew i malutkich jaszczurek odkryliśmy różne części wyspy i podziwialiśmy rozmaite widoki. Na naszej drodze nie spotkaliśmy wielu ludzi (mimo, że było ich tam całkiem sporo, sądząc po ilości łodzi) i mogliśmy spędzić samotne chwile, nie będąc rozpraszanymi przez tłumy.

 

Odkrycie ruin

 

Nie mogę zapomnieć o jednej ważnej rzeczy: znaleźliśmy fort São João Baptista, który wcześniej był naszym mirażem prowadzącym do... Baleal. Ten właściwy, a znajdujący się na Berlenga Grande był bardzo ciekawym akcentem, nawet jeśli został przyćmiony przez naturę. Nasze zdjęcia powiedzą Ci więcej. Warto było zejść po stromych schodach, do zatoki, w której leży ta obronna konstrukcja i z radością odpoczęliśmy na jej murach. Droga powrotna (schody to nasz wróg) nie była już tak zabawna.

 

Na koniec

 

Po pięciu godzinach, i dziesięciu kilometrach w nogach, skończyliśmy na małej, ale przytulnej plaży. Wszystkie chmury zniknęły z nieba i mieliśmy idealny, letni dzień. Kiedy byłam na piasku, trochę mnie zasmuciło to, że nie wzięłam ze sobą bikini i nie mogłam skoczyć do oceanu, żeby nacieszyć się krystalicznie czystą wodą.

 

Powrót oznaczał kolejną zabawę na falach podczas szybkiej jazdy łodzią pontonową, więc i rozczarowanie brakiem kąpieli stłumione zostało przez adrenalinę.

 

Rzadko chcę wrócić do miejsca, które już odwiedziłam (przecież jest tyle innych, które wciąż na mnie czekają!), jednak Berlengas stały się jednym z nielicznych wyjątków. Podróż do nich kosztuje 20 euro za osobę, jednak to uczciwa cena. Wyspy przekroczyły moje oczekiwania i stały się jednym z moich (naszych!) ulubionych miejsc w Portugalii. Wrócimy tam, obiecuję! 

 

Follow Us

Subscribe



Web Analytics Made Easy - StatCounter