· 

Odkrywając portugalską kulturę cz. 1

napisała: Miška

 

Dla każdego, kto chciałby odkryć Portugalię i jej kulturę, mamy podpowiedź. Spróbuj odwiedzić różne gminy podczas ich lokalnych świąt, czegoś w rodzaju festiwali parafialnych. Nawet jeden z nich da Ci wgląd w część portugalskiej duszy, która zazwyczaj nie jest znana zagranicznym gościom. Jednocześnie musisz wiedzieć, że każde z tych wydarzeń jest nieco inne od drugiego. Zwykle trwają dłużej niż jeden dzień i, w zależności od terminu wizyty, możesz spodziewać się różnych przyjemności.

 

Ich pochodzenia można doszukiwać się w rzymsko-katolickiej historii kraju, ale ich duch jest zdecydowanie przyziemny, bardzo bliski ludziom i społeczności. Aby je właściwie przeżyć, proponujemy udanie się do nich z portugalskim znajomym, dzięki czemu nie stracisz wiele w trakcie między-kulturalnego tłumaczenia.

 

Jedzenie w rytmie disco

 

Pierwszy festiwal, który odwiedziliśmy z naszym portugalskim przyjacielem, odbył się w Marteleirze. Noc zbliżyła nas do siebie jeszcze bardziej; cieszyliśmy się wyśmienitym jedzeniem i napojami (ach, lokalne wino!), a punktem kulminacyjnym był koncert muzyki... disco.

 

Powyższa mieszanka spodobała mi się i to bardzo! Zafascynowana jej specyficzną atmosferą, nie zauważyłam, kiedy upłynął czas. Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy jest dla mnie fakt, iż Portugalczycy wciąż są w stanie stworzyć wielkie wydarzenia w małej wiosce oraz, że aż tyle ludzi przychodzi i bierze w nich udział. Parkowanie stanowiło problem, a tłum wypełnił wąskie uliczki i cały ryneczek, gdzie znalazło się jednak miejsce dla sceny.

 

Ten festiwal był niczym wielkie wesele: wielu gości zgromadziło się przy długich stołach, ciężkich od dużych porcji tradycyjnego jedzenia a wszędzie dookoła wisiały kolorowe dekoracje. Muszę przyznać, że dwie z trzech potraw w ofercie kulinarnej były szczególnie interesujące i stały się podstawą mojego myślenia o portugalskiej kuchni: fasola z owocami morza oraz mieszanka gotowanego mięsa i warzyw podana z ryżem. Jednocześnie, obie przypomniały mi tradycyjne, polskie dania, będąc przy tym ich dalekimi kuzynami (ziemniaki, kapusta, wieprzowina, fasola... a przy tym kolendra i owoce morza).


Ślepy los

 

Jedna rzecz przypomniała mi moją ojczyznę. W Republice Czeskiej atrakcja, którą mam na myśli nazywa się tombola. W moim kraju towarzyszy ona różnym balom (np. pod koniec liceum), tutaj oczywiście jest to tradycyjna część lokalnych festiwali. Jak działa tombola? Jest to rodzaj loterii: kupujesz określoną liczbę kuponów i jeśli jest na nich numer: coś wygrywasz. "Coś" jest tutaj kluczowym słowem, ponieważ nagrody (rzeczy darowane przez mieszkańców) czymś, czego, powiedzmy, nie potrzebujesz ani nie chcesz. W Marteleirze wygraliśmy porcelanową sowę (ten drugi leniwiec bardzo polubił) i... brzydką opaskę do włosów (ten drugi leniwiec jest łysy, a ja jej nie użyję).

 

Podczas imprezy poczułam, że jestem częścią DUŻEJ portugalskiej rodziny. Festiwal zebrał KAŻDEGO – od najmłodszego do najstarszego. Nikomu nie przeszkadzała głośna muzyka w środku nocy (to marzenie organizatorów każdego czeskiego festiwalu). Ludzie cieszyli się życiem – dzieci biegały i tańczyły, stare dziadki cieszyły się widokiem skąpo ubranych dziewcząt na scenie...

 

Na koniec, zostawiłam jeszcze jeden obrazek, którym chcę się podzielić: małe czerwone flagi promujące wydarzenie. Dostali je wszyscy, również my. Kiedy podczas koncertu machano nimi w powietrzu, myślałam o spotkaniach komunistycznych! Uważam jednak, że taka myśl może przyjść do głowy tylko niektórym osobom pochodzącym z krajów Bloku Wschodniego.

 

Morska Tombola

 

Kolejny festiwal, który odwiedziliśmy, był w bardzo podobnym duchu, a odbył się w Atalaia-Lourinhã i był skoncentrowany wokół owoców morza. Ponownie było to bardzo lokalne wydarzenie, pełne ludzi przybywających z okolicy, by cieszyć się wspaniałymi posiłkami i towarzystwem przyjaciół lub rodziny.

 

Tym razem podążyliśmy za przysłowiem "dzielenie się oznacza troskę" (ang. "sharing is caring") i towarzyszył nam cały stół – 10 osób spożywających ze wspólnych misek. W ten sposób mogliśmy spróbować więcej potraw i cieszyć się tym procesem jeszcze bardziej. Oprócz dobrze znanych krewetek i muli, próbowaliśmy różnych rodzajów małży i ośmiornicę w sosie z cebulką (jej smak przypominał mi czeską tlačenkę lub polski salceson).

 

Spodziewając się jedzenia i portugalskiej tomboli, zaczęliśmy bliżej przyglądać samym ludziom. To dzięki ich uśmiechom i przyjaznemu zachowaniu zakochaliśmy się w duchu tych wydarzeń i postanowiliśmy wybrać się na kolejne, ale o tym przeczytasz w następnym artykule.

Follow Us

Subscribe



Web Analytics Made Easy - StatCounter