· 

Wybieramy się na Zachód

Miška i Łukasz

 

To była raczej zimna i mroczna noc nad brzegiem Jeziora Ochrydzkiego w Albanii. W scenerii brakowało jedynie błyskawic, może jeszcze

złowieszczego śmiechu niesionego wiatrem. To tam i wtedy się spotkaliśmy, oboje zmęczeni, ale pragnący uczestniczyć w międzynarodowym projekcie młodzieżowym w ramach programu Erasmus +. Spotkaliśmy się z dala od naszych ojczyzn (Polski i Czech) i od tego czasu staramy się odkrywać jeszcze więcej nieznanych nas miejsc. Nasze podróże trzymały nas aż do tej pory, gdzieś w środkowej i wschodniej części Europy. Przez wiele miesięcy chcieliśmy iść w przeciwnym kierunku. Na naszym kontynencie nie ma więcej miejsc położonych dalej na zachód (i co najważniejsze Południe) od Pragi i Krakowa niż Portugalia, więc, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, spakowaliśmy się i wskoczyliśmy na pokład właściwego samolotu.

 

W przypadku ładniejszej połowy Wędrujących Leniwców zachęta pochodziła ze znużenia. Pani miała dość studiów i formalnych metod czeskiego szkolnictwa wyższego. Rozwiązanie, o którym pomyśleliśmy, było proste: aktywna ucieczka z dala od murów Uniwersytetu Karola, poprzez zagraniczny staż zawodowy.

 

Podczas, gdy wielu moich kolegów z uniwersytetu korzystało z okazji, aby wybrać się na semestr lub dwa do obcego kraju, ja sama nigdy nie myślałam o studenckich wymianach spod znaku Erasmusa jako o czymś dla mnie – widziałam w tym zbyt wiele imprez i zbyt mało rozwoju osobistego. Jednocześnie nie przepadam za opuszczaniem strefy komfortu, więc zostałam w niej przez lata – w mojej ojczyźnie, w Pradze. Tam świat przychodził do mnie, a o szczęście nie było trudno. Zawsze czułam się na właściwym miejscu również dlatego, że już na studiach pracowałam w wybranej przez siebie dziedzinie (PR), co sprawiło, że edukacja stała się jeszcze bardziej znacząca. W tym czasie dużo podróżowałem, ale raczej na krótkich trasach, tu i tam. Im więcej widziałam, tym bardziej chciałam wybrać się na dłużej, by by móc zanurkować wgłąb innej kultury. Przy wsparciu tego drugiego Leniwca, ostateczna decyzja była dość łatwa i nie było na co czekać.

 

Pytanie na temat miejsca, które wybrać, bardzo szybko znalazło odpowiedź, ponieważ zawsze uwielbiałam południowe kraje: z ich atmosferą i widzialną wiedzą na temat tego "jak żyć". Ostatecznie wybraliśmy Portugalię, kraj, o którym słyszałam wiele pozytywnych rzeczy, ale nigdy nie odwiedziłam go osobiście.

 

A ja? Portugalia... Trafiłem do niej już w 2016 roku i odkryłem, że jest to miejsce dla mnie: mieszanka wspaniałej pogody, przyjaznych ludzi i wieków historii. Chciałem doń wrócić już w momencie, kiedy wracałem do Polski. Kiedy moja Pani zdecydowała, że chciałaby pojechać gdzieś daleko od domu, ale na dłużej niż zwykłe wakacje to nie musiałem jej długo przekonywać. Mając na uwadze wszystko, co już napisaliśmy powyżej, chcąc podróżować "z misją", rozpoczęliśmy współpracę z rosnącą inicjatywą: Go Beyond Lisbon. Jej nazwa mówi wszystko. Kobieta-leniwiec na stażu, ja pracuję jako konsultant i cyfrowy nomada – działając w rekrutacji, razem zachęcamy ludzi do leniwych wędrówek poza Lizbonę.

 

Jednakże, podobnie jak wielu innych obcokrajowców przed nami, najpierw wylądowaliśmy w jednym z największych miast kraju – Porto, które niesamowicie nas oczarowało i wymaga więcej uwagi w najbliższej przyszłości [styczeń 2018?], kiedy też pojawi się porządny tekst na temat tego pięknego miejsca. Stamtąd udaliśmy się do stolicy. Lizbona jest marką samą w sobie, znaną i opisaną, więc zostawmy ją na inny dzień. Zwłaszcza, że naszym celem ostatecznym było inne miejsce: zachodni region Portugalii (Oeste).

 

Dotarliśmy do niego w środę, 30 sierpnia, i ten moment stał się początkiem naszej przygody w Portugalii, na ziemiach tuż obok Lizbony. Droga poprowadziła nas przez Santa Cruz i Marteleirę, gdzie lokalny festiwal powitał nas tłumem, fantastycznym jedzeniem i głośną muzyką disco. Ostatecznie dotarliśmy do małej, nadmorskiej wioski: Consolação. Ale to już inna historia, którą znajdziecie w kolejnym poście.

 

P.S. Polski tytuł to ukłon, z przymrużeniem oka, w kierunku języka czeskiego (w uszach naszych południowych sąsiadów znaczy on: “wybieramy się do toalety”).

 

Follow Us

Subscribe



Web Analytics Made Easy - StatCounter